Piwniczna, której nie widać z Magur. Jak w XIV wieku powstało miasto na końcu Polski
Kiedy wieczorem patrzę z Magur w dół, w stronę doliny Popradu, widzę światła Piwnicznej rozsypane wzdłuż rzeki – zwyczajne, spokojne miasteczko uzdrowiskowe. Trudno w tym obrazie dostrzec ślad dawnej granicznej rangi tego miejsca. A przecież sześćset kilkadziesiąt lat temu Piwniczna nie była peryferyjną wsią, tylko królewskim miastem, ulokowanym świadomie tam, gdzie kończyła się Polska, a zaczynały Węgry.
Miasto na surowym korzeniu
Piwniczną założył Kazimierz Wielki, w połowie XIV wieku, jako jedno z ogniw łańcucha osad zabezpieczających południową granicę Królestwa Polskiego wzdłuż doliny Popradu. Lokacja odbyła się „na surowym korzeniu” – czyli w miejscu, gdzie wcześniej nie istniała jeszcze zorganizowana osada miejska; teren pod nowe miasto król wyznaczył pomiędzy wsiami Młodowem, Głębokiem, Łomnicą i nieistniejącym już dziś Nartem, w okolicach dzisiejszego Mniszka.
Organizacją osady zajął się Hanko, mieszczanin z Nowego Sącza, który jako zasadźca stał się jednocześnie pierwszym dziedzicznym wójtem Piwnicznej. Miasto otrzymało prawo magdeburskie, a wraz z nim samorząd sądowy sprawowany przez wójta i ławę miejską. Kazimierz Wielki, zależało mu bowiem na szybkim zaludnieniu i rozwoju nowej osady, zwolnił mieszczan i kmieci z danin na dwadzieścia lat, nadał prawo organizowania cotygodniowych targów w dniu wybranym przez wójta oraz wydzielił jeden łan ziemi pod przyszły kościół. Do miasta król przypisał też wieś Łomnicę jako królewszczyznę, wspierającą jego gospodarczy rozruch.
Pierwotna nazwa miasta – Piwniczna Szyja – używana jeszcze w XVIII wieku, nie miała nic wspólnego z piwnicami w dzisiejszym rozumieniu. „Szyja” odnosiła się do charakterystycznego zwężenia doliny Popradu w tym miejscu, natomiast człon „piwniczna” łączono z gęstym, mrocznym borem otaczającym wjazd do miasta – przejazd przez ten cień bywał podobno kojarzony właśnie z wnętrzem piwnicy.
Miasto graniczne w cieniu Karpat
To, co dla współczesnego turysty jest dziś malowniczą doliną wiodącą ku Rozdzielu, Białej Wodzie i dalej do Szczawnicy, w XV wieku było fragmentem żywej, niespokojnej granicy z Węgrami. Osady popradzkie, w tym Piwniczna, leżały na szlaku, którym od wieków przeprawiano się między Małopolską a Górnymi Węgrami – dziś powiedzielibyśmy: dzisiejszą Słowacją. Tym traktem, podobnie jak sąsiednimi przełęczami karpackimi, płynęło węgierskie wino, bydło i konie, a z Polski na południe wędrowały sukno, sól i inne towary rzemieślnicze.
Pogranicze to bywało również niebezpieczne. W 1410 roku, a więc w roku wielkiej wojny z zakonem krzyżackim, na Piwniczną napadł Ścibor ze Ściborzyc, wojewoda siedmiogrodzki – możny węgierski dygnitarz, znany z licznych zajazdów na pograniczne ziemie polskie. Sam fakt, że najazd ten zapisał się w pamięci miasta, pokazuje, jak realna była tu bliskość obcej władzy i jak krucha potrafiła być egzystencja młodej, wciąż rozwijającej się osady, położonej z dala od centrów Królestwa.
Wiek XVI: od wójtostwa królewskiego do rąk szlacheckich
Przez pierwsze stulecia swojego istnienia Piwniczna pozostawała miastem królewskim, funkcjonującym pod bezpośrednią opieką monarchy – co w praktyce oznaczało kolejne przywileje, ale też zależność od decyzji podejmowanych daleko stąd, na dworze. Zmiana nastąpiła w pierwszej połowie XVI wieku, kiedy dziedziczne wójtostwo piwniczańskie przeszło w ręce szlacheckie. Już w 1522 roku funkcję dziedzicznych wójtów sprawowali bracia Jan i Jakub Wojnarowscy herbu Bylina – wydarzenie to symbolicznie zamyka okres, w którym o losach miasta decydowali głównie mieszczanie wywodzący się z sąsiedniego Nowego Sącza, a otwiera epokę silniejszych wpływów drobnej szlachty na lokalną władzę.
Pod koniec XVI wieku, około 1590 roku, dobrze prosperujące dotąd miasteczko, wciąż otoczone opieką monarszą i korzystające z licznych przywilejów królewskich, przeszło pod zarząd starostów sądeckich lub ich dzierżawców. To kolejny krok w stopniowym oddalaniu się Piwnicznej od bezpośredniej zależności królewskiej – proces typowy dla wielu małych miast królewskich tamtej epoki, choć w przypadku miasta granicznego, wysuniętego tak daleko na południe, miał on szczególne znaczenie dla tego, kto realnie kontrolował ruch graniczny i handel doliną Popradu.
Ślad w krajobrazie, który wciąż tu jest
Układ urbanistyczny piwniczańskiego rynku od czasów lokacji XIV-wiecznej niemal się nie zmienił – to, co dziś wygląda jak sielski rynek małego górskiego miasteczka, w istocie jest planem wyznaczonym przez zasadźcę Hanko niemal siedem stuleci temu. Kiedy schodzę z Magur do Piwnicznej, idę więc w pewnym sensie tą samą trasą, którą szli osadnicy, kupcy z węgierskim winem i posłańcy starostów sądeckich – tyle że dziś dolina Popradu jest granicą spokojną, a nie linią obronną królestwa.
Ta historia ma też znaczenie dla opowieści o czarnych góralach znad Popradu – grupie etnograficznej, z którą wiążą się moje własne korzenie. To właśnie w takich granicznych, ale zorganizowanych prawnie miastach jak Piwniczna, otoczonych wsiami pasterskimi i osadami wołoskimi, kształtowało się przez stulecia to charakterystyczne, pogranicze kulturowe doliny Popradu – z jednej strony zakorzenione w polskim porządku miejskim i osadniczym, z drugiej otwarte na wpływy płynące zza gór, z węgierskiej i wołoskiej strony Karpat.
Wpis powstał na podstawie ogólnodostępnych materiałów historycznych dotyczących Piwnicznej-Zdroju, w tym informacji Urzędu Miasta i Gminy Piwniczna-Zdrój oraz opracowań regionalnych. Do dalszego pogłębienia tematu warto sięgnąć po źródła archiwalne dotyczące przywileju lokacyjnego Kazimierza Wielkiego oraz akta starostwa sądeckiego z XVI wieku.