Czarna wełna i zapomniany język rytersko-piwniczański


20 sierpnia 2026
background
Zręby chaty

Kilka tygodni temu, na ścieżce schodzącej od Magur w stronę Piwnicznej, minąłem starszą turystkę, która zatrzymała się, żeby posłuchać rozmowy dwóch gaździn przy płocie. Kiedy odchodziła, powiedziała mi z zachwytem, że to musi być relikt XVII-wiecznej polszczyzny – język, który gdzieś w tej dolinie zamarzł w czasie, kiedy reszta kraju mówiła już inaczej. To piękna intuicja turystki i, jak się okazuje po sprawdzeniu, intuicja nie do końca chybiona – choć językoznawcy powiedzieliby to nieco inaczej.

Górale, których nazwa brzmi jak z kroniki

Ludzie, których słyszała ta turystka, to górale rytersko-piwniczańscy – jedna z historycznych nazw grupy etnograficznej znanej też jako Górale Nadpopradzcy albo Czarni Górale. Termin „rytersko-piwniczański” wprowadził w 1946 roku etnograf Mieczysław Czcibor Cholewa, dzieląc górali sądeckich na skupiska według strojów; region Piwnicznej i sąsiedniego Rytra stanowił jedno z takich skupisk. Później podobny podział – z wyodrębnieniem skupiska rytersko-piwniczańskiego – przyjął językoznawca Eugeniusz Pawłowski, wyznaczając też granicę między góralszczyzną a mową lachowską na grzbiecie Radziejowej, dosłownie nad naszymi głowami: Piwniczna, wraz z Łomnicą po prawej stronie Popradu, leży już po stronie góralskiej.

Mówią oni gwarą piwniczańską – jedną z gwar pasa Pogórza w obrębie dialektu małopolskiego. Jej zasięg pokrywa się w przybliżeniu z zasięgiem osadnictwa Górali Nadpopradzkich, od Piwnicznej i Rytra po Barcice. To gwara odrębna zarówno od słynniejszej gwary podhalańskiej, jak i od gwary sądeckich Lachów z sąsiednich wsi po drugiej stronie grzbietu.

Co w tym języku jest naprawdę stare

Najbardziej charakterystyczną cechą tej mowy jest mazurzenie – wymawianie głosek „sz”, „ż”, „cz”, „dż” jako „s”, „z”, „c”, „dz”: „syja” zamiast „szyja”, „zboze” zamiast „zboże”, „cytać” zamiast „czytać”. To zjawisko fonetyczne obejmuje szeroki pas Małopolski i Mazowsza i faktycznie sięga bardzo daleko wstecz – ale to właśnie tu trzeba delikatnie skorygować wersję usłyszaną przez turystkę.

Dialektolodzy nie mówią o gwarach góralskich jako o polszczyźnie „zamrożonej” w konkretnym stuleciu, na przykład XVII wieku. Mówią raczej o archaizmach – formach fonetycznych, fleksyjnych i leksykalnych, które język ogólnopolski już dawno zmienił lub porzucił, a które w gwarach, oddalonych od wielkich ośrodków i przez wieki przekazywanych głównie ustnie, przetrwały znacznie dłużej. Część z nich sięga korzeniami do polszczyzny średniowiecznej, a nawet do wspólnych, prasłowiańskich warstw języka – więc pod pewnymi względami są od XVII wieku znacznie starsze. Inne cechy są młodsze i wynikają z wielowiekowego sąsiedztwa tej doliny ze słowackim i rusińskim światem językowym po drugiej stronie gór, co nie dziwi w miejscu, które od średniowiecza leżało dosłownie na granicy Polski i Węgier.

Innymi słowy: wrażenie turystki, że słyszy język „z innej epoki”, jest jak najbardziej trafne – ale dokładniejsze byłoby mówienie o warstwach czasu nawarstwionych w tej gwarze przez stulecia, niż o jednym zatrzymanym momencie historii. To język, który nie zamarzł, tylko szedł swoją drogą, równolegle do polszczyzny literackiej, i po drodze zachował więcej niż ona.

Kto chciałby usłyszeć tę gwarę bliżej niż z okna, może sięgnąć po dwie książki, które ocalają ją z ludzkiej pamięci: „Nadpopradzka dawność. Gwara i kultura Górali z okolic Piwnicznej” Wandy Łomnickiej-Dulak oraz „Słownik Jaguliny. Naskif łojców mowa” Krystyny Dulak-Kulej – już sam tytuł tego drugiego, w gwarze właśnie, brzmi jak mowa naszych przodków.

Wełna, która dała im imię

Nazwa „Czarni Górale” nie ma nic wspólnego z językiem – wzięła się ze stroju, a ten ze wełny. Jeszcze przed drugą wojną światową w dolinie Popradu dominowały owce o ciemnym umaszczeniu, znane później specjalistom jako „biskupka” – od charakterystycznej białej plamki na głowie, przypominającej biskupią piuskę. Gazda, który hodował białe owce, cieszył się w tej okolicy mniejszym poważaniem niż ten, który miał czarne – działała tu twarda, gospodarska selekcja, oparta na prestiżu, nie tylko na użytkowości.

To właśnie z czarnej wełny szyto ciemnobrązowe lub czarne hołośnie – góralskie portki, zdobione wąskim czerwonym lampasem i charakterystycznym węzłem rycerskim, zamiast parzenic znanych z Podhala – oraz cuchy, ciemne płaszcze z obszyciami z granatowego lub zielonego sukna. Ten strój, odmienny od stroju Białych Górali znad Dunajca czy górali podhalańskich, dał całej grupie jej dzisiejszą, potoczną nazwę.

Hodowla czarnej owcy niemal zanikła w drugiej połowie XX wieku. Po wysiedleniu Łemków z Beskidu Sądeckiego w ramach akcji „Wisła” do opuszczonych gospodarstw w paśmie Jaworzyny Krynickiej i wschodniej części pasma Radziejowej – a więc dosłownie w zasięgu wzroku znad Magur – napłynęli górale podhalańscy, przynosząc ze sobą białe owce, które z czasem wyparły miejscową, ciemną rasę. Dopiero w drugiej dekadzie XXI wieku, za sprawą lokalnych pasterzy z Łomnicy, Piwnicznej i Wierchomli, ruszył program przywracania czarnej owcy na hale Popradzkiego Parku Krajobrazowego – powrót do korzenia, z którego ta społeczność wzięła kiedyś swoje imię.

Jedno miejsce, dwie pamięci

Gwara i czarna wełna to w gruncie rzeczy dwie strony tej samej opowieści – o społeczności, która przez stulecia żyła na granicy, mówiła inaczej niż nizina, ubierała się inaczej niż sąsiedzi zza grzbietu Radziejowej i uparcie pielęgnowała to, co ją odróżniało. Kiedy dziś siedzę na tarasie pod tabliczką „Trzeba umieć marzyć” i słyszę z dołu, znad Piwnicznej, charakterystyczne mazurzące „s” zamiast „sz”, wiem, że słyszę echo znacznie starsze niż jakikolwiek pojedynczy wiek – i znacznie żywsze, niż mogłoby się wydawać przechodniowi.


Wpis powstał na podstawie ogólnodostępnych opracowań dialektologicznych i etnograficznych dotyczących gwary piwniczańskiej oraz Górali Nadpopradzkich, w tym prac Eugeniusza Pawłowskiego, Józefa Kąsia, Wandy Łomnickiej-Dulak i Krystyny Dulak-Kulej. Chętnym do dalszej lektury polecam też materiały Szlaku Kultury Wołoskiej poświęcone hodowli czarnej owcy w dolinie Popradu.